ŁELKOM TU HOLANDIA
Holandia, kraj wiatraków, don Kichotów, tuli-panów, lesbijek i ogólnej depresji.
Do podróży przygotowuję się paląc trawę i sadząc w jej miejsce tulipany. Niestety po spaleniu 11 hektarów. Pozostałe dwa miesiące przygotowań spędzam w areszcie. Nic to! To chwilowe niepowodzenie tylko mnie umacnia.
Jako środek lokomocji wybrałem auto-stop. Jak fatalny był to pomysł miałem okazję się przekonać, gdy zostałem kilkukrotnie pobity przez stojące wraz ze mną, na drodze, Bułgarki. Gdy ich menedżerowie wywozili mnie do lasu, podczas jazdy w bagażniku miałem wiele czasu na obmyślenie nowego sposobu dostania się do Holandii. Wciąż myśląc, do Holandii docieram pieszo.
Napotkawszy kilka przedstawicielek tzw. płci pięknej zaczynam już rozumieć dlaczego narkotyki i eutanazja są tu dozwolone. Holandia zaczyna się tam, gdzie krowy są piękniejsze od kobiet.
Pierwszą noc przesypiam źle. Boże, jak te wiatraki hałasują!. Sen przerwało mi stukanie setek chodaków w dach mojego schronienia. Już nigdy więcej nie położę się spać pod mostem, a już na pewno nie w Holandii.
Nauczony doświadczeniem do Amsterdamu docieram pieszo, w pośpiechu szukam jakiegoś noclegu.
Jest! W pobliżu sączy się z okien miłe światło, to chyba jakiś hotel. W środku niespodzianka, bardzo mili ludzie. Dwóch panów pomogło mi dostać się do pokoju, pozwolili wziąć prysznic, a nawet dali nowe ubranie. Trochę dziwne, bo koronki piją mnie pod pachami, ale co kraj to obyczaj. Może ta Holandia nie jest taka zła...
A jednak!?
Droga redakcjo już trzeci miesiąc jestem uwięziony w gejowskim burdelu. Proszę wyciągnijcie mnie stąd, a obiecuję, że już nigdzie więcej nie pojadę.